Wybór Lecha Kaczyńskiego na Prezydenta Rzeczypospolitej oznacza niewątpliwie początek nowej epoki. Dokładniej: rozciągnięcie epoki, która już trwa w Warszawie - na całą Polskę. My warszawiacy, przyjmujemy ten fakt zdjęci rozkosznym podnieceniem, tak jakbyśmy mieli wręczyć komuś zaraz nieoczekiwany prezent, nabyty w renomowanym joke-shopie. Przecież już niebawem cały Naród, ze szczególnym uwzględnieniem wyborców z województw południowych i wschodnich, a także emerytów i rolników, będzie mógł cieszyć się tym rozkosznym błogostanem, w którym zatopiła się Warszawa pod rządami Lecha Kaczyńskiego!

Już niebawem - tak jak w Warszawie - żaden złodziej nie ośmieli się podejść do samochodu i uderzeniem niecnej ręki rozbić szybę, aby wyrwać radio; jeżeli popsuje szybę, to najwyżej po to by nastawić wdzięcznemu kierowcy sygnał popularnej i cenionej rozgłośni z Torunia.

Już niebawem wszędzie rozwiną się wstążki ścieżek rowerowych, połączonych w jeden spójny i logiczny system, a nikt od Bugu po Odrę nie będzie wiedzieć, co oznacza pojęcie "masa krytyczna".

Już niebawem wszyscy właściciele zagrabionych przez komunistów nieruchomości odzyskają mienie; a pojęcie "reprywatyzacja" kojarzyć się będzie wszystkim, tak jak warszawiakom, z błyskawicznym, sprawiedliwym i zupełnie pozbawionym kumoterstwa działaniem.

Już niebawem kierowcy w całym kraju popędzą po drogach równych i szerokich, jak już dziś wszystkie warszawskie ulice.

Już niebawem geje i lesbijki w całym kraju ze wstrętem porzucą swe seksualne perwersje i zajmą się mnożeniem beneficjentów "becikowego", nauczeni zdrowym, rodzinnym przykładem Parady Normalności.

Już niebawem obcy zamkną krwiopijcze, zdehumanizowane supermarkety, a Polacy udadzą się do ustawionych na każdym chodniku kameralnych blaszanych budek, w których w przyjaznej atmosferze, na zapraszających do wypoczynku łóżkach polowych, znaleźć można będzie szeroki wybór sznurowadeł, płyt DVD i flakonów perfum o światowej marce.

Cóż wobec tak fascynującej perspektywy uczynić mamy dziś my, warszawiacy? Nie możemy przecież unosić się egoizmem, krzycząc "Nie oddamy naszego Prezydenta!" - możemy tylko wyszeptać "Dziękuję", poprzez patriotyczne łzy... I przyjść 11 XII 2005 na demonstrację dziękczynną, żeby napisać na specjalnej laurce, efektownej jak plan budowy 3 000 000 mieszkań, co NAPRAWDĘ myślimy o Lechu Kaczyńskim i jego Prezydenturze.